piątek, 2 marca 2012

No to tylko spokojnie

Tai chi na złotych piaskach plaży Cua Dai, niedaleko Hoi An.
Dlaczego nie może być tak, że bierzemy z szafy kilka rzeczy i pakujemy je do plecaka, zapinamy wszystkie zamki i dziękuję - wychodzimy z domu. Zawsze musi być jakiś stres: a to czy najukochańsza koszulka z kilkoma dziurami i przetartym kołnierzykiem jest już wyprana, a to czy wziąć trzy pary okularów przeciwsłonecznych, a to czy na pewno przyda się prostownica do włosów, a może spakować już paszporty, bo bankowo ich zapomnimy? Zawsze to samo. Zawsze.

Ja od dwóch dni mam spakowany plecak do połowy - jest tam... latawiec :) Od 48 godzin myślę jak włożyć trapez i bar. Resztę jakoś dopchnę na siłę. Najśmieszniejsze jest to, że wszyscy się ze mnie nabijają - niby kozak jestem, bo przecież nigdy nie pływałem na "kajcie" - październikowy wyjazd "na kajta" do Egiptu spędzałem raczej na "plażingu" i spokojnym sączeniu drinków, ale kładę to na karb bezwietrznej pogody :) A tak poważnie, to koledzy stwierdzili, że nie mam co próbować, bo przez dwa dni niczego się nie nauczę. Teraz będzie inaczej! Zaprę się i nawet te słynne dwumetrowe fale co łamią się w dwie strony mi nie przeszkodzą! Jestem ubezpieczony!

Good bye and hello - taki ciekawy tytuł miało to zdjęcie.
Wróćmy jeszcze do przygotowań. Zawczasu kupiliśmy bilety na przelot z Hanoi do Sajgonu i z powrotem. Że to tak niby z oszczędności czasu i pieniędzy, ale taka prawda: cena podstawowa jednego biletu to 61 USD. Gdyby kupować go na lotnisku, to kosztowałby już jakieś 80 USD. Zatem jest o co się bić :) Wybraliśmy dość interesujące linie lotnicze - JetStar. Jest to jakaś spółka córka australijskich linii Quantas. Coś a'la nasz Ryanair czy inne Euroloty. Nawet podobnie działają: przy każdym następnym kliknięciu doliczane są kolejne dolary - za rezerwację miejsca, za bagaż, za SMSa, za coś tam, za podatek, za płatność kartą VISA, twarzowe i klimatyczne. Suma summarum bilet wyszedł ostatecznie niecałe 250 zł (bo kurs bank miał jakiś dziwny - 3,24 PLN, a NBP w tym dniu mówiło o 3,07 PLN). Trudno :)

Obiecałem sobie, że nie będę pastwić się nad naszymi dziewczynami, ale ostatnio jakoś ciężko mi dotrzymać samemu sobie słowa. Generalnie jestem przez nie tak zaszczuty, że będę bać się wyjścia z samolotu po wylądowaniu w Hanoi, bo mogą mnie tam spotkać wszystkie z możliwych plag: okradną mnie ze wszystkiego co mam na sobie, zarażę się dengą, cholerą, tężcem i kto wie czym jeszcze, ba... złamię nogę przy wchodzeniu do autobusu :) Liczę, że Kris będzie twardy i nie da się omamić tym czarownicom. To w końcu mają być wakacje, a nie jakiś turystyczny survival. Jedno jest pewne - nie spotkamy rodaków, którzy jadąc na wakacje all inclusive do Tunezji za 900 zł narzekać będą na jedzenie, pogodę i warunki w hotelu.

A propos pogody, to śledzę ją praktycznie codziennie i widzę, że zmienia się ona jak w kalejdoskopie. Mam jednak nadzieję, że mój telefon sprawdzi się jak zwykle :) Tak patrząc na zapowiadaną temperaturę w niedzielę w Hanoi śmiem twierdzić, że będzie "daaamnnnn hot!" (cytując Adriana Cronauera z Good Morning Vietnam). Co ciekawe dotychczas na północy Wietnamu temperatura w ciągu dnia nie przekraczała 18 stopni, a tu patrz, taka niespodzianka. Jeśli popatrzeć na prognozy pogody w Sajgonie, to tam będzie prawdziwe piekło - 36 stopni w dzień, wilgotność powietrza 87%, a w nocy 26 stopni - bez zmiany wilgotności. Prawdziwa sauna. Ciekawe czy spotkamy tam te komary, co piją ludzką krew niczym pompa do transfuzji. Ale możemy być spokojni - zakupiłem preparat Mugga w sztyfcie! Nic nam nie grozi! Tak przynajmniej jest napisane na etykiecie :)

Na zakończenie dzisiejszego wpisu chciałbym podzielić się fajnym filmem nakręconym w Sajgonie. Już za 26 godzin lecimy do Wietnamu!!!

Traffic in Frenetic HCMC, Vietnam from Rob Whitworth on Vimeo.

4 komentarze:

  1. Intryguje mnie ta prostownica... nurtuje pytanie "Co Ty właściwie chcesz prostować?". Tak czy owak, biorąc pod uwagę wilgotność powietrza, nie sądzę aby takowa miała się Tobie przydać :P

    OdpowiedzUsuń
  2. dobry filmik :) wiem już skąd nasz powiedzenie "ale sajgon" hehe powodzenia na wyprawie i udanych lotów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. życzę udanych wakacji, proszę o jak najwięcej wpisów i zdjęć uczestników wyprawy. Trzymajcie się !!!

    OdpowiedzUsuń
  4. kiedy wreszcie post z dalekich krajow... kiedy kiedy kiedy :D

    OdpowiedzUsuń